Chiny — wyprawa do Państwa Środka

6 marca

Zaczyna się! Po kilku miesiącach odkładania decyzji o wyjeździe do Chin… Stop, to nie tak. Decyzja była podjęta już kilka lat temu, podczas jednego z pierwszych całkowitych zaćmień Słońca, które miałem okazję oglądać. Od wielu lat chciałem zobaczyć Syberię i gdy około roku 2000 zaczynałem interesować się zjawiskiem widocznym za osiem lat (1 sierpnia 2008 r.), wiedziałem, że jako cel podróży wybiorę właśnie Rosję. Mechanika nieba zdecydowała bowiem, że w 2008 r. zaćmienie będzie widoczne w Rosji i w Chinach. Byłem tym bardziej zmotywowany, że rok później kolejne zaćmienie miało być ponownie widoczne w Chinach, jednak nieco bardziej na południe.

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podczas gdy mała grupka moich przyjaciół wybrała się do Chin na długi, bo pięciotygodniowy wyjazd, ja z żoną przejechaliśmy połowę Rosji, by 1 sierpnia 2008 r. znaleźć się na północ od gór Ałtaj, gdzie udało nam się obejrzeć zaćmienie — dla mnie piąte, dla Moniki drugie.

Od powrotu do Polski minęło pół roku, a my wciąż odkładaliśmy na bok mapy i przewodniki po Chinach, nie mając siły planować trasy. W międzyczasie w naszym życiu dużo się działo: kilkanaście dni po przyjeździe z Syberii zmarł mój ojciec, zajęliśmy się też wykańczaniem mieszkania kupionego kilka dni "przed Syberią".

Teraz jednak zaczynamy z nową energią! Główne punkty trasy są mniej więcej zaplanowane, na dniach kupujemy bilety lotnicze i składamy wnioski wizowe. Organizacja wyjazdu — jak w przypadku wszystkich poprzednich — na własną rękę, bez biur podróży. Wybierzemy się tym razem we trójkę: Monika, ja i moja mama, która chociaż raz w życiu chce zobaczyć całkowite zaćmienie Słońca, o którym tyle opowiadałem przy okazji wcześniejszych zjawisk. Będzie fajnie!

13 marca

Od kilku dni usiłujemy kupić bilety lotnicze. Mam nadzieję, że dzisiaj się uda…

16 marca

Po południu próbowałem dodzwonić się do oribitz.com, gdzie zamówiłem bilety. Było nieco problemów z połączeniem, ale po 10 minutach rozmowy pozostałem z nadzieją, że będzie dobrze i że pani po drugiej stronie oceanu wyśle bilety na moją skrzynkę mailową.

17 marca

Jest lepiej niż dobrze. Jest doskonale! Bilety dotarły. W końcu możemy planować trasę :)

1 czerwca

Od zakupu biletów minęło już dwa i pół miesiąca, a my wciąż odkładaliśmy planowanie trasy na później. Niemal każdy weekend mieliśmy zajęty: a to jeden wyjazd, a to spóźniona o pół roku impreza urodzinowa, a to przygotowania do tej imprezy, a to kolejny etap Podboju, a to jeszcze inny wyjazd, a to chill-out w domu, a to odwiedziny u rodziny… Popołudniami, po powrocie z pracy, nie chciało nam się rozkładać map, przewodników, szperać po Internecie i wymyślać. Nadszedł jednak ostatni weekend maja i obiecaliśmy sobie solennie, że przysiądziemy fałdów i zabierzemy się do pracy. Bądź co bądź do wyjazdu jeszcze tylko cztery tygodnie!

Dotrzymaliśmy słowa. Pewne były tylko dwa miejsca i trzy daty: lądowanie w Pekinie 28 czerwca, zaćmienie 22 lipca, wylot z Szanghaju 24 lipca. Startując z tych warunków brzegowych i wiedząc, że chcemy zapoznać się lepiej z Syczuanem, a mama pragnie zobaczyć Terakotową Armię wykreśliliśmy następujący szkic: w Pekinie i okolicach spędzamy 4 dni, dalej wsiadamy w pociąg do Xi'an, by zobaczyć Terakotową Armię. Stamtąd pociągiem do Chengdu. Po odwiedzeniu Emei Shan i Leshan jedziemy autobusem na północ do rezerwatów Huanglong i Jiuzhaigou i wracamy do Chengdu. Kolejny pociąg zawiezie nas do Kunming, gdzie odwiedzimy Shilin i Juxiang. Samolotem lub pociągiem pomkniemy do Kantonu i Hongkongu oraz popłyniemy promem do Makau. Około 19 lipca ponownie do Guangzhou i samolotem lub pociągiem do Hangzhou — tam mamy dwa dni na znalezienie miejsca do obserwacji zaćmienia. 22 lipca — wiadomo co. Po zaćmieniu zostajemy na noc w Hangzhou lub jedziemy do Szanghaju i mitrężymy w nim czas aż do wylotu do Polski.

Proste? Proste. Tylko te dziesięć tysięcy kilometrów, które wychodzą z pobieżnych wyliczeń, daje do myślenia…

23 czerwca

Niezawodny Jarek — czasowo rezydujący w Warszawie — jak zwykle stanął na wysokości zadania. Niewdzięczne zadanie złożenia kompletu dokumentów w ambasadzie Chin wziął na siebie (a właściwie został nim obarczony). Tego, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych wiem od chwili, w której zdobył dla nas — w ekspresowym tempie kilku dni — wizę do Nigru w jednej z dwóch europejskich ambasad tego kraju. Dzię-ku-je-my!

PS. Mamy nadzieję, że kwas chlebowy w postaci instant zaspokoi oczekiwania Jarka…

25 czerwca

Nie chcę brać do Chin moich ciężkich wojskowych butów, w których chodzę praktycznie przez okrągły rok. To prawda, że są wygodne i mocne, ale po co wytaczać działo na muchy? Nie zamierzam brnąć przez leśne ostępy ani wędrować po górskich graniach. Przez ostatnie kilka dni szukałem zatem najtańszych trampków — takich, jakie kupowało się na WF w szkole. Tak, dokładnie takich — chińskich, tanich, śmierdzących gumą, klejem i innymi nieokreślonymi zapachami. Po dłuuugich poszukiwaniach udało się. Leżały na najniższej półce w wałbrzyskim Tesco, wstydliwie schowane pod innymi, droższymi. Posłużą mi przez kilka dni, zanim w Chinach kupię sobie lepsze. Chociaż kto wie? Podobno prowizorki są najtrwalsze, dlatego istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że wrócę w nich do Polski. Tfu!

26 czerwca

Dzisiaj ostatni dzień w pracy. Wieczorem pakowanie, zastanawianie się, co jeszcze zabrać, wyrzucanie z plecaka zbędnych rzeczy i ponowne zastanawianie, czy na pewno są zbędne…? Sprawdzanie po raz kolejny, czy zapakowaliśmy pieniądze. Wydruk biletu. Notatnik. Mapy. Stos innych przydatnych papierów i instrukcji. Przewodnik i paszporty odbierzemy w Warszawie.

W drodze do Warszawy skoczymy jeszcze do Ursusa. Zawieziemy do renowacji stare lampowe radio Tatry, które dostaliśmy od rodziców Moniki. Odbierzemy je wracając. Już nie mogę się doczekać, gdy usłyszę, jak gra.

W ogóle nie czuję, że jadę na drugi koniec świata. Nie mam żadnej Reisefieber. Praktycznie w ogóle nie myślę o najbliższych czterech tygodniach. Zastanawiam się za to, jak zniosę 10 godzin w samolocie w jedną stronę i 12 godzin w drugą. Trzeba będzie profilaktycznie łyknąć ze dwie, może trzy aspiryny.

Jedno jest pewne: wybieramy się na spotkanie prawdziwej Przygody.

26 lipca

Dwunastogodzinny lot z Szanghaju do Frankfurtu i kolejne półtorej godziny w podskakującym niemiłosiernie w strefie silnych turbulencji samolocie do Warszawy zakończyły naszą podróż. Wcale nie tęskniłem do Polski. Podróż po Chinach była wspaniała, tylko deser nieco nadpsuty — zaćmienie w pełnym zachmurzeniu. Czas zregenerować siły, na nowo przyzwyczaić się do mdłego i zbyt słonego jedzenia, na nowo odnaleźć w naszej krzykliwej, agresywnej rzeczywistości i… zacząć planować następny wyjazd.

Uganda? Chile? Tahiti? Wyspa Wielkanocna? Któż to wie…

8 sierpnia

Chwilowo musimy odłożyć plany na najbliższe zaćmienia, w tym ponowne odwiedziny Afryki w styczniu 2010 r. i bycie świadkami najdłuższego zaćmienia obrączkowego trzeciego tysiąclecia.

Chińczycy to najludniejszy naród świata. Chińska ziemia najwyraźniej ma coś w sobie — w kwietniu powiększy się nasza rodzina.

6 stycznia

W serwisie Flickr umieściłem niemal 350 zdjęć z wyjazdu do Chin. Sukcesywnie będę opatrywał je komentarzami.

[ Astronomia | Frombork | Podróże | Rozmaitości | Strona główna | Informacje techniczne | Nowości | Mapa strony | PGP ]

Ostatnia aktualizacja: 6 stycznia 2010


© 1999–2017 by Tomasz Lewicki

Dobra strona!

Creative Commons Spam Poison Valid XHTML Valid CSS2 Kubuntu KDE Desktop Environment AmaroK — odkryj na nowo swoją muzykę
Strona stworzona przy pomocy Quanta Plus