www.przenosneplanetarium.pl

Podbój Polskich Planetariów — etap 2

Opowieść Radka Piora
Międzynarodowy Rok Astronomii 2009

Cała naprzód ku nowej przygodzie

Każda sekunda dowolnej wyprawy ma niezwykle istotne znaczenie. Istotę całości objąć możemy jednak dopiero na końcu. Finał drugiego etapu Podboju Polskich Planetariów świętowaliśmy w pubie w pobliżu wrocławskiego dworca głównego. Wspominaliśmy minione dwa dni i planowaliśmy kolejne wycieczki: okazje do poznania kraju, możliwości obcowania z techniką, upragnione towarzyskie spotkania, czy wreszcie szansa na przeżycie przygody. Tego akurat nigdy nam nie brakuje — każdy etap Podboju dostarcza nam całe tuziny różnorakich przygód.

Podbój Polskich Planetariów — etap 2

Mkną po szynach niebieskie tramwaje

Niektórych może to dziwić: podboje zawsze zaczynamy we Wrocławiu. Ale dla nas to normalne. Wiele osób z ekipy po prostu tutaj mieszka. Inni mogą łatwo dojechać, a z wrocławskiego dworca można dostać się wszędzie — zwykle bez żmudnych przesiadek. Mała przekąska w dworcowym fastfoodzie oznaczała w sobotni poranek (1 marca 2008) początek naszej podróży.

Śląsko-małopolski etap Podboju przez cały czas związany był z silnym wiatrem i umiarkowanym deszczem. Nasze nastroje były jednak wyjątkowo pogodne. Nawet w chwilach istotnego nasilenia podmuchów nieprzyjemnego, mokrego wiatru. Nic nie było w stanie przeszkodzić nam w osiągnięciu celów: planetariów w Częstochowie i Chorzowie oraz edukacyjnej atrakcji zwanej "planetarium" w Krakowie.

W mieście świętej wieży

Nie trzeba wcale wiele zbaczać z Alei Najświętszej Marii Panny w Częstochowie, aby trafić na kompleks budynków Akademii Jana Długosza. To tutaj — na ostatnim piętrze Instytutu Fizyki — znajduje się najnowsze planetarium w Polsce. Ma dopiero rok. Wyposażone jest w nowoczesną aparaturę Digistar 3 SP amerykańskiej korporacji Evans&Sutherland. W porównaniu ze znanymi nam tradycyjnymi projektorami, planetarium to dysponuje sprzętem rewolucyjnym — jeden rzutnik obsługuje wszystkie efekty obserwowane na ośmiometrowej kopule. Obrazem i dźwiękiem sterują 3 komputery. Wszystko eleganckie i nowe.

Główny projektor częstochowskiego planetarium   Komputery sterujące projektorem częstochowskiego planetarium

Na wygodnych kanapach dookoła sali zmieścić może się nawet 60 osób. Dookólne nagłośnienie wspomaga multimedialne wrażenia w czasie projekcji. Półkulisty sufit też jest ładny — to charakterystyczne dla małych planetariów: niewielkie betonowe kopuły można po prostu otynkować i pomalować w tradycyjny sposób — nie trzeba uciekać się do podwieszania lekkiej konstrukcji (tak jak np. w Olsztynie czy Toruniu). Tynk i farba są trwałe i gładkie, a kopuły większych planetariów składają się z wielu elementów: ich łączenia są widoczne. To wprawdzie pogłębia osobliwość jakim jest gwiezdne kino, ale wrażenia na gładkim suficie są mimo wszystko lepsze.

Planetarium jest nowe. Nie dorobiło się dotychczas autorskiego seansu. Widzieliśmy dwie importowane projekcje. Pierwsza to nawiązujący do tradycyjnych seansów pokaz gwiazd i gwiazdozbiorów. Widz w częstochowskim planetarium może być nieco zdziwiony trochę rozmytymi plamkami będącymi gwiazdami. Taki jest niestety urok tego typu planetarium: rzutnik wyświetla na ekran po prostu piksele. Ich duża wielkość i niemała ilość skutkuje widokiem plamek zamiast idealnych punktów, czy choćby małych kropek. Pokaz "Znaki na niebie" był niesamowicie dynamiczny, ale trochę zbyt szybki. Widz może nie oprzeć się wrażeniu, że jest na jakimś maratonie. A w planetarium powinna być możliwość wyciszenia i kontemplacji.

Prezentacja "Cuda Wszechświata" jest dużo bardziej multimedialna i tak naprawdę po obejrzeniu tego seansu nie chce się słyszeć o innym typie planetarium. Podobno specjaliści mówią o tym seansie "zatykający dech w piersiach". Zgadzam się — zatyka! Wielkie mgławice, formujące się galaktyki, bliskie spojrzenia na gwiazdy i planety. Wszystko to niezwykle kolorowe i wprawione w ruch na całej powierzchni kopuły. Polecam. Dla takich seansów stworzono projektory Digistar!

Częstochowskie planetarium

Częstochowskie planetarium

Pozdrawiamy Tomka — opiekuna planetarium Akademii Jana Długosza w Częstochowie. Wierzymy, że już niedługo zaprezentuje nam swój autorski seans. Przedstawienie, którego wszystkie planetaria w Polsce będą zazdrościć. Bo częstochowski rzutnik naprawdę wiele potrafi. Powodzenia!

Na Brackiej pada deszcz

W Krakowie nie zwiedzaliśmy Zamku na Wawelu ani Sukiennic. Nie widzieliśmy Smoka. Przyjechaliśmy tutaj do planetarium. Przykro nam to stwierdzić, ale potężny ośrodek naukowy i akademicki — miasto żyjące kreatywną młodzieżą i żądnymi atrakcji turystami nie posiada planetarium. Podobno kiedyś w Krakowie było "gwiezdne kino", ale teraz mamy tylko: deszcz na Brackiej, salę nazwaną "Planetarium" w Piwnicy pod Baranami i edukacyjną zabawkę dla młodych widzów zwaną "planetarium" w centrum zabaw Anikino. Właśnie tę zabawkę pojechaliśmy zobaczyć.

Krakowskie planetarium

Krakowskie planetarium

Krakowskie planetarium

Zabawa jest fajna. Dmuchany balon w ciągu kilku minut zamienia się w półkulisty ekran. Do środka wchodzi się specjalnym tunelem, a pod kopułą siedzi na podłodze. Prelegent obsługuje prosty rzutnik, który wyświetla na ekran gwiazdy i gwiazdozbiory. Konstrukcja jest prosta, ale wyobraźnia pozostaje rozbudzona niemal tak samo jak w czasie seansu w prawdziwym planetarium. Kopuła nie jest taka mała: ma prawie 5 metrów średnicy. Tylko jej dmuchana konstrukcja wymusza pewne ograniczenia: ekran jest pognieciony (tak jak świeżo rozłożony tropik namiotu), a pompujący powietrze wiatrak trochę hałasuje.

Krakowskie planetarium

Krakowskie planetarium

W kategorii zabawki edukacyjne świata "planetarium" z krakowskiego Anikina zdobyłoby pierwsze miejsce, szczególnie gdyby nagrodę przyznawali tacy jak my miłośnicy planetariów. Porównanie ze stacjonarnym planetarium wypada niestety słabo, ale grupą docelową "gwiezdnego balonu" są dzieci. Im to wystarcza. Producent urządzenia — amerykańska firma Starlab — zapewnia, że ich wyrób jest najpopularniejszym planetarium na świecie. Prawdę mówiąc mają chyba rację. Podobno gdzieś w Polsce jest jeszcze co najmniej jedno "miękkie planetarium". Z pewnością je namierzymy…

Krakowskie planetarium

Krakowskie planetarium

Januszowi — animatorowi z Anikina — dziękujemy za pokaz możliwości przenośnego planetarium. Życzymy owocnej pracy z dziećmi i wytrwałości na studiach. Należy dodać, że poza krótkim seansem mieliśmy możliwość obejrzeć krótką prezentację Układu Słonecznego i Wszechświata, przygotowaną na zwykłym rzutniku multimedialnym. To urozmaicenie bez wątpienia dodaje uroku małemu planetarium. Pozdrawiamy całe Anikino, panią właścicielkę i wszystkich pracowników. Dziękujemy za ciepłe przyjęcie.

Z miasteczka b do miasta a
i z miasta a do miasta b

Miało być szybko i bez większych komplikacji: z Krakowa do Gliwic, a stamtąd tramwajem do Rudy Śląskiej na nocleg. Niestety: szalejący w całym kraju orkan zdmuchnął część magistrali kolejowej i tak o 1. w nocy znaleźliśmy się w… Bytomiu. Zimno, pada i wieje. To tutaj — na dworcu autobusów komunikacji metropolitalnej — dopadło nas epicentrum orkanu. Było śmiesznie i strasznie. Po 40 minutach przyjechał autobus i — bez dodatkowych przeszkód — pojechaliśmy na nocleg. W niedzielne południe, wyspani i najedzeni, wyruszyliśmy do Chorzowa.

Sto chopa sie gniecie w przewozie

Orkan "Emma" dostarczał nam różnorakich atrakcji w czasie całej podróży, ale najciekawsza przygoda spotkała nas w Chorzowie: na Stadionie Narodowym odbywał się mecz o derby Śląska. Ruch Chorzów rozgrywał pierwszoligowy mecz piłki nożnej z Górnikiem Zabrze. W parku było cicho, ale dojazd do Chorzowa zdeterminowany był przez kibiców i służby prewencji. Służby były na stadionie, w jego otoczeniu i na wszystkich możliwych drogach dojazdowych do Chorzowa, a na śląskim niebie latał policyjny śmigłowiec. Ekscesów nie było, ale widok kolorowych kibiców znoszących ścisk w wynajętych autobusach był niezapomniany. Niezapomniane są też wrażenia z otoczenia stadionu: dopingujące okrzyki radości i smutku słychać było w całym parku, a nawet wewnątrz planetarium. Kolorowa, pirotechniczna oprawa stadionu i rozświetlające murawę jupitery też były widoczne. Tylko kikut wieży Stadionu Narodowego trochę straszył. Wygrał Ruch 3:2.

Planetarium Śląskie usytuowane jest w najwyższym punkcie Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. Park jest wielki i miejscami przypomina prawdziwy las. Planetarium też jest duże. Przed seansem zwiedziliśmy obserwatorium. Duża luneta (średnica soczewki 30 cm) pozwala obserwować różnorodne ciała niebieskie. Ale pogoda nie zachęcała nawet do odsłonięcia kopuły. Ze spokojem czekaliśmy więc na seans.

Przewodnik Katolicki pisał o planetarium przed osiemdziesięciu laty: "Przyrząd potworny o dwu głowicach, lśniących setką oczu soczewkowatych. Przez te właśnie soczewki rzuca się obrazy na półkuliste sklepienie płócienne lub twarde". Patrząc na dwutonową aparaturę stojącą w centrum wielkiej sali w chorzowskim planetarium, ma się nieodparte wrażenie, że to o takim właśnie aparacie mowa.

Planetarium Śląskie w Chorzowie — projektor główny

Śląskie planetarium jest najstarsze w Polsce. Ma 55 lat. To największe planetarium w kraju. Kopuła o średnicy 23 metrów kryje pod sobą przestrzeń na 400 wygodnych foteli. Dodatkowe wyposażenie stanowią rzutniki efektów astronomicznych, slajdów i panoram, doskonałej jakości projektor multimedialny oraz zestaw rzutników, które pozwalają wyświetlić statyczny obraz na całej kopule (tzw. AllSky).

Seans "Kosmiczne głazy" utrzymany był w konwencji nowoczesnego show. Bardzo dobra prezentacja, multimedialne efekty i doskonałe wykorzystanie możliwości aparatury potrafią poruszyć każdego. Nie da się nie zachwycić się śląskim seansem. Do samego tekstu mamy kilka merytorycznych zastrzeżeń, ale wobec natłoku wrażeń działających na wszystkie zmysły błędy nie są zbyt rażące.

Planetarium Śląskie w Chorzowie

Planetarium Śląskie w Chorzowie — pulpit sterowniczy

Planetarium Śląskie w Chorzowie — pulpit sterowniczy

Dziękujemy za miłe przyjęcie pod kopułą Planetarium Śląskiego. Pozdrawiamy całą ekipę!

Przy innym ogniu w inną noc

Ekipa Podboju Polskich Planetariów liczy już kilkanaście osób. Pierwszy etap konsekwentnie rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w drużynie siedmioosobowej. W etapie drugim uczestniczyło 5 osób, ale w każdym planetarium byliśmy zasilani przez wspierających przyjaciół. Łączna ilość uczestników drugiego etapu to 9 osób, a liczba tych, którzy odwiedzili choć jedno planetarium w czasie całego Podboju zwiększyła się do 12.

Etap trzeci już wiosną. To dlatego tradycyjna "Pieśń pożegnalna" nie brzmi dla nas złowrogo. Po prostu jesteśmy pewni, że już niebawem spotkamy się w podróży do kolejnych planetariów. Podróży pełnej przygód, radości i pieśni. Oficjalnego hymnu Podboju Polskich Planetariów jeszcze nie mamy, choć krótka przeciwników Iskry Opole mogłaby być piosenką etapu drugiego. Dla całości wyprawy potrzeba czegoś bardziej znanego. W kolejną podróż wybierzemy się wyśpiewując "Cała naprzód", a może "Witajcie w naszej bajce"…


Śródtytuły pochodzą z tekstów następujących piosenek (odpowiednio):

Cała naprzód, słowa: Jan Brzechwa
Wrocławska Piosenka, słowa: Krystyna Wnukowska
King, słowa: Zygmunt Staszczyk
Bracka, słowa: Grzegorz Turnau
Dwa serca jak pociągi dwa, słowa: Wojciech Młynarski
Moplik, słowa: Krzysztof Hanke
Pieśń pożegnalna, słowa Jerzy Litwiniuk

[ Strona główna | Podbój Polskich Planetariów | Planetaria | Informacje techniczne | Nowości | Mapa strony | PGP ]

Ostatnia aktualizacja: 22 sierpnia 2008


© 1999–2017 by Tomasz Lewicki

Dobra strona!

Creative Commons Spam Poison Valid XHTML Valid CSS2 Kubuntu PageRank