www.przenosneplanetarium.pl

Podbój Polskich Planetariów — etap 7

Garść informacji o tym, co kryje się pod tajemniczą nazwą Podboju Polskich Planetariów (zwanego w skrócie PPP) znajdziesz tutaj. Poniżej prezentuję krótki opis wyjazdu i kilka zdjęć. Więcej zdjęć jest na moim koncie w serwisie Flickr.

Aż trudno uwierzyć, że minęło już półtora roku od pierwszej podróży w ramach Podboju! Coś, co miało być pretekstem do kolejnych spotkań i wspólnych podróży w gronie przyjaciół i znajomych, stało się świetnym sposobem na poznawanie mniej i bardziej znanych miejsc popularyzacji najstarszej z nauk. Odwiedzenie kilkunastu placówek daje nam już całkiem wyraźny pogląd na to, jak w naszym kraju realizowane jest w praktyce upowszechnianie wiedzy astronomicznej.

W piątkowe popołudnie 22 maja uradowani perspektywą ponownego spotkania Przygody pakujemy plecaki i sprzęt fotograficzny do samochodu. Dolny Śląsk opuszczamy w trójkę: Monika, Olek i ja. Autostradą A4 docieramy do Krakowa, gdzie na Olka czeka stęskniona narzeczona. Około północy, po kolacji z rodzicami Agaty, kładziemy się spać, gdyż plan na sobotę jest napięty: rano krótka wizyta w Niepołomicach, około ósmej przejazd do Jędrzejowa i wizyta w Muzeum im. Przypkowskich, przejazd do Kielc, w samo południe odwiedziny w planetarium i obserwatorium astronomicznym, o piętnastej zwiedzanie jaskini Raj i ruin zamku w Chęcinach, a późnym popołudniem zakwaterowanie w kieleckim Domu Harcerza z wieczornym grillem i "nocnymi Polaków rozmowami".

Z półgodzinnym opóźnieniem wyruszamy z południowych krańców Krakowa przez Wieliczkę do Niepołomic — starego królewskiego miasta położonego na skraju Puszczy Niepołomickiej, jednego z ulubionych miejsc królów z dynastii Piastów i Jagiellonów. Naszym celem nie jest jednak zamek królewski ani żaden inny zabytek. Ocierając się o ścisłe centrum miasta dojeżdżamy do sąsiadującego ze szkołą obserwatorium. Przez wiele lat nazywało się po prostu Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym, od pięciu lat nosi imię Kazimierza Kordylewskiego.

Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne

Nie przyciąga nas jednak to, co kryje się pod zamkniętą kopułą obserwatorium. Interesuje nas raczej zbudowany z ceramicznych pustaków budynek z tyłu rozległej działki, zwieńczony widoczną z daleka niebieską kopułą:

Planetarium w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym od północnego zachodu

Planetarium w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym od południowego wschodu

Tak, to właśnie budowane od września 2008 r. niepołomickie planetarium. Jego historia jest jednak znacznie dłuższa i sięga lat 50. ubiegłego wieku. Z różnych źródeł odnalezionych samodzielnie i nadesłanych przez życzliwych ludzi oraz z korespondencji z osobami obeznanymi z tematem wyłania się następujący obraz: zakłady optyczne Carl Zeiss w Jenie (ówczesna Niemiecka Republika Demokratyczna) podarowały szkole w Niepołomicach projektor typu ZKP 1. Ze względu na brak odpowiednich warunków lokalowych do uruchomienia planetarium, przekazano projektor i resztę wyposażenia do Krakowa. Początkowo zainstalowano ją w ratuszu. Następnie przeniesiono je (w listopadzie 1955 r., a zatem miesiąc przed otwarciem placówki w Chorzowie, uważanej za najstarsze polskie planetarium!) na ulicę Skarbową w Krakowie. Zawiadywały nim początkowo związki zawodowe, a później krakowski oddział Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. Zacytuję wzmiankę z prasy nadesłaną przez Bartka Dąbrowskiego:

Jest to planetarium małe. Już dwa razy musiało zmieniać lokalizację, zdaniem działaczy PTMA, na coraz gorszą. Najlepsze warunki miało w krakowskim ratuszu. Przed czterema laty, gdy rozpoczęto remont wieży ratuszowej, musiało się przenieść do Domu Kultury w Pałacu pod Baranami, gdzie znajduje się do dzisiaj i sąsiaduje z krakowską "Piwnicą". Nie zostało jednak odpowiednio wyeksponowane i być może dlatego jest mniej znane turystom. Rocznie notuje od 10 do 15 tysięcy zwiedzających.

Po zlikwidowaniu domu kultury planetarium zdemontowano i złożono w skrzyniach w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Forcie Skała. Długoletnie przechowywanie odbiło się niekorzystnie na stanie technicznym aparatury. Dyrektor Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego w Niepołomicach zdobywszy pieniądze na budowę planetarium odzyskał projektor główny oraz resztę aparatury i oddał ją w ręce Stefana Janty — specjalisty z Planetarium Śląskiego w Chorzowie, który przywrócił kilkudziesięcioletniemu mechanizmowi pełną sprawność.

Gdy korespondowaliśmy z Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym w grudniu ubiegłego roku, wszystko wskazywało na to, że rozpoczęta trzy miesiące wcześniej budowa planetarium zakończy się w terminie i już w połowie maja 2009 r. pierwsi widzowie zasiądą w wygodnych fotelach. Niestety tak się nie stało — budowa opóźnia się. „Wizja lokalna” przeprowadzona przez Olka w kwietniu ujawniła puste pomieszczenie i nieotynkowane ściany. Miesiąc później widać postęp: w przyszłej sali projekcyjnej zgromadzone są materiały i narzędzia budowlane, ściany wewnątrzne są otynkowane. Coś się dzieje — i dobrze! Planetarium będzie stosunkowo niewielkie, bo ośmiometrowe — na tyle pozwala lokalizacja budynku oraz typ zainstalowanego projektora, przeznaczonego do małych kopuł.

Wnętrze planetarium w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym

Mamy niewiele czasu, ale udaje nam się jeszcze zajrzeć do sali wykładowej przylegającej do przyszłego planetarium. Z piętra po schodach schodzą młodzi uczestnicy zajęć prowadzonych w obserwatorium, śpiący tam po nocnych obserwacjach. Opiekun również śpi, dlatego ograniczamy się do sfotografowania wnętrza sali oraz malowniczo położonych na skraju niewysokiej skarpy domków dla obserwatorów i wycieczek. W jednym z nich mieszka ekipa robotników prowadzących prace wykończeniowe w planetarium; widzimy, że szykują się do pracy.

Sala wykładowa w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym

Domki wypoczynkowe w Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym

Żegnamy się z Niepołomicami i przez Nową Hutę, Kraków i Słomniki dojeżdżamy do Jędrzejowa. W samym środku miasta, na placu Tadeusza Kościuszki mieści się Muzeum im. Przypkowskich. Udokumentowana historia rodu Przypkowskich sięga średniowiecza. W końcu XIX wieku Feliks Przypkowski założył kolekcję zegarów słonecznych, równolegle zbierając literaturę dotyczącą gnomoniki (nauki o budowie zegarów słonecznych) i samodzielnie konstruując takie czasomierze. Dużo fotografował — zachowała się spora ilość materiałów fotograficznych z okolic Jędrzejowa oraz aparaty fotograficzne i wyposażenie ciemni. Praktykując jako lekarz, był astronomem-amatorem. Na swojej rodzinnej kamienicy zbudował obserwatorium astronomiczne, którego charakterystyczna kopuła jest dobrze widoczna z ulicy. W 1909 r. udostępnił swoje zbiory szerszemu ogółowi. W latach dwudziestych ubiegłego stulecia ojcu zaczął pomagać jego syn Tadeusz — wówczas student historii sztuki. Oprócz zainteresowań fotograficznych przejętych po ojcu zajmował się szeroko rozumianą sztuką: ekslibrisami, heraldyką, był bibliofilem. Do bogatych zbiorów muzealnych dodał jeszcze dawne kuchnie i gastronomię. Kontynuując pracę ojca zbierał i tworzył zegary słoneczne, stając się uznanym światowym specjalistą w tej trudnej i niszowej dziedzinie. Niektóre z jego dzieł oglądają codziennie tysiące ludzi na całym świecie: na Zamku Królewskim w Warszawie, na Kościele Mariackim w Krakowie, na ratuszu w Sandomierzu, przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, na budynku Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w sławnym Greenwich. W 1962 r. Przypkowscy przekazali swoje muzeum pod opiekę władz Polski, zachowując jednak kierownicze stanowiska. W tej chwili jędrzejowska kolekcja związana z gnomoniką stanowi trzeci pod względem wielkości zbiór na świecie, po chicagowskim i oksfordzkim.

Planowaliśmy być w muzeum o dziewiątej, ale ze względu na spóźniony wyjazd z Krakowa docieramy kilka minut po dziesiątej. Okazuje się, że grupa turystów weszła już do muzeum, a kolejne wejście jest za pół godziny. Udaje nam się ubłagać pracowników, by wpuścili naszą gromadkę. Dołączamy do wycieczki w pokojach rodzinnych. Oglądamy dawną sypialnię, jadalnię i kuchnię. Właściwa kolekcja — ta, której muzeum zawdzięcza często stosowaną nazwę Muzeum Zegarów Słonecznych — jest w sąsiednim budynku, wykupionym na potrzeby powiększającej się ekspozycji. Czasu jest niewiele, a zegarów słonecznych dziesiątki — oglądamy je zatem bardzo pobieżnie, ograniczając się do najciekawszych, wskazanych przez przewodniczkę egzemplarzy. Trzeba poświęcić godziny, by dokładnie zaznajomić się z kolekcją, która dla większości turystów — sądząc z komentarzy — stanowi przysłowiową "czarną magię". Jędrzejowską placówkę odwiedziłem osiem lat wcześniej, jeszcze jako student astronomii, podczas jubileuszowego XXX zjazdu Polskiego Towarzystwa Astronomicznego w Krakowie. Wówczas też widziałem — i nawet trzymałem w drżących z emocji rękach — niektóre okazy z przepięknych zbiorów bibliofilskich, wśród nich drugie (tzw. bazylejskie) wydanie "O obrotach" Mikołaja Kopernika.

Na koniec schodzimy do piwnic, gdzie zgromadzono eksponaty związane z dawnym aptekarstwem, po czym kierujemy się do wyjścia. Kilka minut poświęcamy na rozmowę z pracownikami muzeum, w tym z samym szefem, dla którego mam drobny podarunek — liczącą niemal pół wieku mapę topograficzną okolic Jędrzejowa, jedną z kilkudziesięciu uratowanych przed zniszczeniem w moim zakładzie pracy.

Z Jędrzejowa kierujemy się drogą krajową nr 7 na północ, do odległych o niespełna 50 km Kielc. Kilka minut przed godziną dwunastą parkujemy przed okazałym budynkiem Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego (dawniej Akademii Świętokrzyskiej). Już z daleka widać kopułę obserwatorium astronomicznego.

Wydział Matematyczno-Przyrodniczy UJK w Kielcach z kopułą obserwatorium astronomicznego

Wchodzimy do budynku, szukając Zakładu Astrofizyki, w którym spodziewamy się znaleźć naszych przewodników. W tym czasie na parking przed wydziałem dociera jadąca z Kalisza i Warszawy "grupa B" naszej wyprawy w osobach Radka Piora, Piotrka Nyczki i jego koleżanki Marceli. Przed spotkaniem z opiekunami planetarium dostrzegamy znajomo wyglądający przyrząd — wiszącą na długiej stalowej lince sporych rozmiarów kulę, a pod nią, na podłodze, różę wiatrów z wyróżnioną północą. Wahadło Foucaulta! Nie mogę się nadziwić, że nie "namierzyłem" jej wcześniej i nie umieściłem w swoim spisie polskich wahadeł Foucaulta — z tego co wiem, najbardziej kompletnej liście w polskim Internecie.

Wahadło Foucaulta w Kielcach

Na korytarzu spotykamy naszych przewodników: dra Janusza Krywulta, dr Monikę Biernacką i mgr inż. Marcina Drabika. Po przywitaniu z kolegami, już w pełnym siedmioosobowym składzie podbojowej ekipy wjeżdżamy windą na ostatnie piętro budunku, gdzie mieści się planetarium. W holu za przeszklonymi drzwiami stoi duża gablota z kolekcją meteorytów naszego dobrego znajomego z czasów fromborskich "Wakacji w planetarium" — Krzyśka Sochy, znanego polskiego poszukiwacza i kolekcjonera meteorytów. Krzysiek wsławił się odnalezieniem we wrześniu 2006 r. największego znanego do dzisiaj fragmentu meteorytu Morasko — wielka bryła ważyła po odnalezieniu niemal 180 kg, a po oczyszczeniu ponad 160 kg! W centrum kolekcji leży pięknie ukształtowana podczas przelotu przez atmosferę Baszkówka, a właściwie jej gipsowy odlew. Ciekawym eksponatem jest klin wycięty z pnia drzewa powalonego przez eksplozję meteorytu tunguskiego. Nieco na uboczu można dotknąć i spróbować podnieść ważący około 30 kg okaz wspomnianego wcześniej meteorytu Morasko oraz zapoznać się z posterami z konferencji meteorytowych i opisem wystawy.

Wystawa meteorytów

Meteoryt Morasko

Opis wystawy meteorytów

Nadchodzi chwila, dla której przejechaliśmy kilkaset kilometrów — wchodzimy do sali projekcyjnej planetarium! Jedyny w Polsce projektor japońskiej firmy Goto stoi dumnie na środku, pod pięciometrową kopułą z laminatu pokrytego od wewnątrz wygładzonym tynkiem. Oglądamy go z zaciekawieniem. Na pierwszy rzut oka widać, że jest zbudowany na zupełnie innej zasadzie niż poznane wcześniej projektory. Konstrukcja aparatury przypomina nieco zeissowski ZKP 1 — jedna kula z gwiazdami i projektorem Drogi Mlecznej.

Projektor kieleckiego planetarium

Projektor kieleckiego planetarium

Projektor Drogi Mlecznej

W odróżnieniu od niemieckiej konstrukcji kielecki projektor główny jest gładki — w kuli o średnicy 25 cm (10 cali) wywiercono tylko kilkaset otworków, odpowiadających najjaśniejszym gwiazdom. Siadamy na fotelach, światło gaśnie, pojawiają się gwiazdy i układy współrzędnych. Zgadza się — rozwiązanie zastosowane w japońskiej konstrukcji to zwyczajna camera obscura. Żadnych obiektywów, kondensorów czy powiek — prostota w czystej postaci. Światło z maleńkiej żarówki umieszczonej centralnie prześwieca przez otworki o różnej średnicy i padając na kopułę imituje gwiazdy o różnych jasnościach.

Pokrywa projektora kieleckiego planetarium

Wnętrze projektora kieleckiego planetarium

Na "odwłoku" projektora (niektórym bowiem projektor przypomina… mrówkę) znajduje się zespół pomocniczych rzutników wyświetlających planety Układu Słonecznego oraz Słońce i Księżyc. Dodatkowe projektory rzutują na sztuczne niebo układy współrzędnych astronomicznych oraz pozwalają na zademonstrowanie zaćmień Słońca i Księżyca. Dodatkowo seans można wzbogacić rzutnikiem przezroczy i/lub projektorem multimedialnym podłączonym do komputera.

Projektory planet kieleckiego planetarium

Japoński producent — firma Goto — reklamuje model E-5 zainstalowany w Kielcach jako "planetarium dla szkół". Jako pomoc dydaktyczna takie proste w budowie i obsłudze urządzenie rzeczywiście jest doskonałe. Na całym świecie istnieje około 300 instalacji tego projektora (kielecki ma numer 256). Wyświetla kilkaset najjaśniejszych gwiazd, symulując widok nieba z obszarów miejskich, rozświetlonych sztucznymi światłami. Gwiazdy nie są rewelacyjnej jakości, do jakiej przyzwyczaiły nas działające na innej zasadzie (układ kondensorów i obiektywów) planetaria typu zeissowskiego, ale w przyrządzie dydaktycznym lekko rozmyte plamki gwiazd są całkowicie wystarczające. Można wskazać charakterystyczne jasne gwiazdobiory i przy pomocy ręcznego rzutnika pokazać symbolizujące je rysunki na nieboskłonie; zasymulować niecodzienne zjawiska w postaci zaćmień i ruchy nieba: dobowy i roczny; obejrzeć, jak wygląda niebo oglądane z różnych szerokości geograficznych — z wyjątkiem okolic bieguna południowego, zasłoniętego przez mocowanie kuli do reszty konstrukcji (podobnym ograniczeniem charakteryzuje się również Zeiss ZKP 1).

Pracownicy planetarium mówią, że co roku pod kopułą zasiada około 3000 osób (jednorazowo około 30), głównie uczniów różnych rodzajów szkół. Seans jest dostosowany do wieku i wymagań widzów i prowadzi się go na żywo. Nasza propozycja to wzbogacenie i uatrakcyjnienie typowo dydaktycznego pokazu o muzykę, slajdy i animacje. Często powtarzająca się tematyka to motywacja do "zatrudnienia" lektora i nagrania jednego czy dwóch seansów, odtwarzanych później w miarę potrzeby. Nagrany seans można uzupełnić w trakcie trwania o dodatkowe elementy lub po zakończeniu wyjaśnić kwestie, które dla widzów byłyby niejasne bądź szczególnie interesujące.

Widok nieba w kieleckim planetarium

Na chwilę opuszczamy planetarium i wchodzimy piętro wyżej, do obserwatorium. Kopuła jest stalowa, produkcji amerykańskiej. Przyciąga uwagę duża ilość drobnego sprzętu optycznego używanego podczas obserwacji na tarasie. Centralne miejsce zajmuje 35 cm teleskop systemu Schmidt-Cassegrain firmy Celestron z kamerą CCD SBIG ST-7, przy pomocy którego wykonuje się obserwacje komet i innych małych ciał Układu Słonecznego oraz analizę ich orbit. Najważniejsze prace badawcze kieleckiego Zakładu Astrofizyki powstają w zakresie wielkoskalowych struktur obserwowanych we Wszechświecie.

Teleskop Celestron w kieleckim obserwatorium

Obserwatorium astronomiczne na dachu Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UJK w Kielcach

Obserwatorium astronomiczne na dachu Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UJK w Kielcach

Z tarasu obserwatorium oglądamy panoramę Kielc. Mimo iż Słońce żwawo przygrzewa, nieprzyjemnie wiejący wiatr zmusza nas po kilku minutach do schronienia się pod zaciszną kopułą. Pani Monika opowiada nam o działaniach pracowników Zakładu Astrofizyki w związku z corocznymi Festiwalami Nauki oraz Międzynarodowym Rokiem Astronomii. Z jej słów wynika, że zainteresowanie astronomią jest spore; niektórzy słuchacze są nadzwyczaj wierni i pojawiają się na wykładach regularnie.

Opuszczamy przytulne obserwatorium i ponownie schodzimy do planetarium. W pomieszczeniu technicznym pan Marcin pokazuje skonstruowany przez siebie prototyp planetarium, działający na zasadzie podobnej do tej, na której funkcjonuje obecny projektor.

Prototyp planetarium

Prototyp planetarium

Po niemal dwóch godzinach spędzonych w gościnnych murach planetarium i obserwatorium żegnamy się z naszymi gospodarzami. Wykonujemy ostatnie pamiątkowe zdjęcia i po szybkiej przekąsce na parkingu kierujemy się w stronę Chęcin.

Podbojowa ekipa wraz z gospodarzami kieleckiego planetarium

Przed piętnastą odbieramy zarezerwowane wcześniej bilety do jaskini Raj. Zwiedzanie pod opieką sympatycznej przewodniczki trwa około 45 minut. Z jaskini podążamy dalej na południe, do Chęcin i ruin zamku królewskiego górujących na wzniesieniu. Z zamkowej wieży roztacza się rozległa panorama, ale po kilkudziesięciu minutach uciążliwy wiatr skłania nas do odwrotu. Wracamy do nieodległych Kielc i z wydrukowanym planem w ręku trafiamy bezbłędnie do naszej przystani na najbliższą noc — Domu Harcerza w kieleckiej dzielnicy Białogon. Z informacji przekazanej nam przez komendanta Domu, hm. Stanisława Kruka, spodziewamy się mnóstwa gości, bowiem właśnie dzisiaj rozpoczynają się obchody 40-lecia placówki. Tłumów jednak nie ma, a my — poczęstowani pysznym żurkiem z wielkiego garnka — składamy bagaże w wieloosobowym pokoju, który dzisiaj w całości należy do nas, podobnie jak reszta schroniska. Na trawniku rozkładamy grilla, wyciągamy przywiezione i zakupione smakołyki, otwieramy piwo i rozmawiamy o dzisiejszym udanym etapie oraz planach na jutro i dalszą przyszłość. Do późnego wieczora towarzyszą nam dźwięki gitary z harcerskiego koncertu. Około godziny dwudziestej drugiej goście rozjeżdżają się, komendant wręcza nam klucze od schroniska i zostajemy sami. Gdy robi się chłodno, sprawnie przenosimy imprezę do stołówki. Sen morzy nas w różnym tempie, najtwardsi wytrzymują do trzeciej nad ranem.

Międzynarodowy Rok Astronomii 2009 Podbój Polskich Planetariów — etap 7

Po porannym leniwym przebudzeniu jemy śniadanie i sprzątamy po sobie. Około wpół do pierwszej pojawia się komendant, któremu oddajemy klucze i przekazujemy mapę topograficzną okolic Kielc. Plan na niedzielę jest niewyszukany: jedziemy do Nowej Słupi, zostawiamy samochody i przez lasy Świętokrzyskiego Parku Narodowego wędrujemy Drogą Królewską na Łysą Górę, znaną też pod nazwą Święty Krzyż, ze znajdującym się na szczycie opactwem benedyktynów. Pewne okoliczności powodują, że modyfikujemy ów plan i lądujemy w Bodzentynie. Po odnalezieniu — zamkniętej niestety — zabytkowej dwustuletniej zagrody kierujemy się ku ruinom zamku. Okazują się być tak malownicze, a otaczający je zielony teren tak urokliwy, że spontanicznie postanawiamy zostać tutaj na improwizowanym obiedzie z grilla. Tak też się staje. Po kolejnych trzech godzinach spędzonych na fotografowaniu, jedzeniu i rozmowach przychodzi czas pożegnania. Ekipa A odjeżdża w kierunku Kielc, by przez Psary, w których znajduje się stacja satelitarna TP S.A., a dalej przez Jędrzejów, Zawiercie i Katowice dotrzeć autostradą do Wrocławia i w końcu do Komorowa i Wałbrzycha. Ekipa B jedzie do Kielc, w których wysiada Marcela udająca się do Warszawy. Dalsza część trasy prowadzi do Kalisza. Po drodze znajduje się jeszcze czas na obejrzenie słynnego dębu o imieniu Bartek.

Zobaczyliśmy ostatnią placówkę w ramach Podboju Polskich Planetariów. Formalnie rzecz ujmując, powinniśmy jeszcze "zaliczyć" dmuchane Planetarium Nieba Północnego z Szubina, podróżujące po szkołach Wielkopolski i Kujaw — być może nadarzy się ku temu okazja w przyszłości. W sierpniu spotkamy się po raz kolejny, tym razem we Fromborku podczas Ogólnopolskiego Zlotu Miłośników Astronomii. Wrócimy do źródeł — do urokliwego miasteczka szczycącego się Mikołajem Kopernikiem; miasteczka, w którym poznaliśmy się i gdzie oczarowało nas "sztuczne niebo" pięknego planetarium, będące znakomitym uzupełnieniem prawdziwego nieba, którego niczym nie można zastąpić — nawet najnowszymi laserowymi cudami techniki, odtwarzającymi wygląd nieba z dokładnością do najmniejszego szczegółu. Tam opowiemy o naszych podróżach i podsumujemy cały projekt.

Do zobaczenia we Fromborku!


Za czas poświęcony naszej ekipie dziękujemy pracownikom Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jana Kochanowskiego (dawniej Akademii Świętokrzyskiej) — Panu dr Januszowi Krywultowi, Pani dr Monice Biernackiej oraz Panu mgr inż. Marcinowi Drabikowi. Informacje o Muzeum im. Przypkowskich oraz historii rodziny Przypkowskich zaczerpnąłem ze strony jędrzejowskiego muzeum.

[ Strona główna | Podbój Polskich Planetariów | Planetaria | Informacje techniczne | Nowości | Mapa strony | PGP ]

Ostatnia aktualizacja: 26 maja 2009


© 1999–2017 by Tomasz Lewicki

Dobra strona!

Creative Commons Spam Poison Valid XHTML Valid CSS2 Kubuntu PageRank