O współczesnych don Kichotach słów parę

Stefania Pańków

Poniższy artykuł został opublikowany w specjalnym numerze miesięcznika "Urania" z sierpnia 1975 r., poświęconego pierwszemu polskiemu planetarium w Chorzowie. Przygotowanie i publikacja wersji elektronicznej za zgodą redakcji czasopisma "Urania-Postępy Astronomii".

W historii Śląskiego Planetarium dość obszerny rozdział zajmuje korespondencja i bezpośrednie — wielogodzinne nieraz — rozmowy, które z punktu widzenia efektywności działania pozostają najczęściej bez rezultatów. Poświęcone są one osobom potocznie określanym mianem "reformatorów nauki".

Wszystkie dziedziny nauk ścisłych, bez względu na problematykę i stopień trudności danych twierdzeń, wielkich odkryć czy logicznych dowodzeń, skupiają — obok grona ich twórców — naukowców najwyższej klasy — mniej lub bardziej liczną grupę ludzi, którzy uważają za swą misję życiową — korygowanie przyjętych ogólnie praw i zasad naukowych. Nie jest to na szczęście objaw powszechny: działalność ta nie jest szkodliwa dla społeczeństwa, nie wywołuje głosów oburzenia, a jednak ma w sobie cechy oryginalności z punktu widzenia psychologicznego.

Zwykło się tępić szarlataństwo, szczególnie w wypadkach, gdy pociąga to za sobą działanie na szkodę społeczną lub osiąganie przez zainteresowanych korzyści materialnych. W tym wypadku, w teoriach tych, noszących znamiona maniactwa, a czasem nawet obsesji, przejawia się wielka dociekliwość i niezaspokojona ciekawość, wykazywana przez ludzi nie posiadających odpowiedniego przygotowania i brak znajomości elementarnych podstaw astronomii (a często nawet ortografii).

Wspomniani korespondenci i petenci z tej "branży" rekrutują się na ogół spośród ludzi uniesionych pasją przekazania za wszelką cenę dokonanych "odkryć" w dobre ręce chociaż zawarte w korespondencji zastrzeżenia autorstwa pomysłu odgrywają niepoślednią rolę. Wypada przypomnieć, iż jedna tego typu sprawa omal nie znalazła się na wokandzie sądowej. Jeden z bardziej opornych petentów, dysponujący oprócz dokonanego przez siebie "odkrycia" nieprzeciętną energią w egzekwowaniu praw autorskich ("Kopernik też nie był uznawany przez współczesnych…"!), nie usatysfakcjonowany odpowiedziami na kolejne monity, wniósł pozew do sądu! Do rozprawy jednak nie doszło, chociaż przez kilka lat dochodziły nas głosy, iż "nawet w Planetarium nie rozumieją Wartości wielkich odkryć naukowych".

Przedstawiane nam problemy dotyczą najrozmaitszych zagadnień astronomicznych. Pomysły przedkładane są w listach, wykresach, rysunkach (a ostatnio nawet w odbitkach kserograficznych!), czy w postaci modeli, z których jeden — prawdziwe perpetuum mobile — przyniósł jego twórcy wielki zawód, bowiem, gdy po wielu pertraktacjach mających na celu wytłumaczenie konstruktorowi całkowitej nieprzydatności tego urządzenia, doszło do demonstracji, sznurki — którymi napędzana była machina, nie wytrzymały, powodując dewastację modelu. Wtedy dopiero jego projektant i wykonawca dał za wygraną. Kolejne rozważania, w postaci olbrzymich elaboratów, obejmujących niekiedy długie szeregi żmudnych obliczeń, nie mających ani teoretycznego uzasadnienia, ani logicznego sensu, ciągi liczbowe "z dokładnością" do kilkunastu miejsc po przecinku, zapowiedzi bliskich kataklizmów, nawoływania do zrewidowania poglądów na budowę "wygasłego systemu heliocentrycznego", reformy kalendarza, kwestionowanie fizycznych podstaw praw Keplera — oto niektóre tylko przykłady treści "merytorycznej" tych opracowań.

Wśród fantastów, którzy obalają rozumowania Kopernika, Newtona, Einsteina i innych autorytetów, nie brak i takich, którzy poświęciwszy wiele lat życia na "dociekania naukowe" — zabiegają o wydanie drukiem tych prac. Trafiały się nam również propozycje transakcji handlowych: przedmiotem ich miały być prawdziwe lub hipotetyczne ciała niebieskie.

Nie łatwo się dyskutuje z tymi ludźmi; przede wszystkim dlatego, że są zazwyczaj niezwykle drażliwi, czasem onieśmieleni, a częściej nawet obcesowi w swych wywodach, zaś nieznajomość podstawowych zasad astronomii uniemożliwia wykazanie błędów tkwiących u podstaw tych rozważań. Trzeba dużej znajomości rzeczy, cierpliwości i wyrozumienia, by w dyskusjach — nie upokarzając interlokutorów — wykazać, że tylko rzetelna wiedza może być punktem wyjścia dla dalszych dociekań.

I tu właśnie przejawia się jedna z wielu ważnych, społecznych funkcji naszego Planetarium. Petenci tego rodzaju zgłaszają się przeważnie z "referencjami" placówek Polskiej Akademii Nauk, wyższych uczelni, PTMA — skąd odsyłani są właśnie do Śląskiego Planetarium, które służąc całemu społeczeństwu, znajduje i dla tych ludzi czas, serdeczność 1 wyrozumiałość.

[ Strona główna | Podbój Polskich Planetariów | Planetaria | Astronomia | Podróże | Informacje techniczne | Nowości | Mapa strony | PGP ]

Ostatnia aktualizacja: 16 lutego 2009


© 1999–2017 by Tomasz Lewicki

Dobra strona!

Creative Commons Spam Poison Valid XHTML Valid CSS2 Kubuntu PageRank