Pomiary geodezyjne

Ludosław Cichowicz

Poniższy artykuł został opublikowany w miesięczniku "Urania" z czerwca 1956 r. pod tytułem "Pomiary geodezyjne kraju". Pół wieku z górą po napisaniu tego tekstu niektóre sformułowania i metody wymienione w tekście są już zdezaktualizowane, ale uznałem artykuł za ciekawy dla astronomów oraz innych osób interesujących się geodezją i kartografią, szczególnie, że jest napisany przystępnym językiem i zamieszczony w czasopismie przeznaczonym dla astronomów-amatorów. Przygotowanie i publikacja wersji elektronicznej za zgodą redakcji czasopisma "Urania-Postępy Astronomii".

Astronomia, której początki sięgają czasów najdawniejszych, podczas wielowiekowego rozwoju uległa stopniowemu podziałowi na samodzielne, niekiedy odrębne dyscypliny. Tak, więc obok astronomii sferycznej, teoretycznej, mechaniki niebios, astrofizyki od dawna rozwija się astronomia geodezyjna. Jest to nauka stosowana, zajmująca się tymi problemami astronomii praktycznej, które posiadają nierozerwalny związek z praktycznymi i teoretycznymi zagadnieniami geodezji: wyznaczanie współrzędnych geograficznych, wyznaczanie azymutu przedmiotu ziemskiego, służba czasu, służba szerokości geograficznej itp.

O geodezji można powiedzieć, że istnieje ona od tak dawna, odkąd ludzie poczęli rozgraniczać swoje ziemskie włości, budować osiedla, drogi. Ale dopiero silny rozwój fizyki, matematyki i w ogóle nauk ścisłych w dobie Oświecenia dał geodezji trwałe podstawy rozwoju. Współczesna geodezja jest nauką atrakcyjną i żywotną; świadczy o tym fakt przyswajania różnorodnych, coraz nowszych metod badawczych i pomiarowych (radar, pomiary interferencyjno-świetlne, metody dynamiczne itd.), fakt pogłębiania związków z naukami pokrewnymi.

Istnieją dwa powiązania geodezji z astronomią. Z jednej strony geodezja wyższa (matematyczna i fizyczna), jako nauka o rozmiarach i figurze Ziemi, podobnie jak geologia i geofizyka, dostarcza astronomii niektórych danych dotyczących globu ziemskiego. Z drugiej strony — prace geodezyjnie w zakresie pomiarów obszarów danego kontynentu, czy kraju wymagają szeregu uzupełniających wyznaczeń astronomicznych.

Oczywiście szczegółowe omówienie wymienionych zadań zajęłoby osobny cykl referatów; tym bardziej nie sposób byłoby opowiedzieć czytelnikom "Uranii" wyczerpująco o całokształcie zagadnień, którymi zajmują się geodeci. Niniejszy artykuł poświęcam więc jednemu tylko, być może najważniejszemu zagadnieniu stojącemu przed geodezją: pomiarom kraju.

Na całym obszarze kraju, jak Polska długa i szeroka, można tu i ówdzie dostrzec dominujące nad okolicą strzeliste piramidy drewniane, zbudowane na pozór z chaotycznego rusztowania belek, wysokie od kilku do przeszło pięćdziesięciu metrów. Te piramidy, zwane zależnie od wysokości sygnałami albo wieżami triangulacyjnymi, — to warsztat pracy inżyniera geodety.

Jest rzeczą oczywistą, że tak wielkie gospodarstwo, jakim jest terytorium państwowe, musi być dokładnie pomierzone, zinwentaryzowane, pokryte siecią utrwalonych znaków pomiarowych, odwzorowane na szczegółowych mapach. Prace w tym kierunku są przeprowadzane od dawna we wszystkich krajach, ale w miarę upływu czasu podejmuje się je na nowo, bądź ze względu na konieczność aktualizacji i uzupełnień, bądź na większe wymagania tyczące się dokładności pomiarów.

Po odzyskaniu niepodległości kraju, przed geodezją polską stanęło odpowiedzialne zadanie: pomiar terytorium oraz sporządzenie dokładnej mapy Polski w nowych granicach. Do realizacji tego zadania został powołany Główny Urząd Pomiarów Kraju (obecnie Centralny Urząd Geodezji i Kartografii) wraz z podległymi mu przedsiębiorstwami.

Oczywiście, założenie tej tzw. "geodezyjnej osnowy kraju" nie da się wykonać w ciągu jednego sezonu. Wszak pomiary kraju to kompleks różnorodnych problemów, teoretycznych i praktycznych, rozwiązywanych przez setki zespołów terenowych oraz liczne biura, pracownie, kreślarnie itd. Nie sposób byłoby w jednym artykule opisać przebieg tych wszystkich prac. Oto jedne zespoły zajmują się niwelacją, inne wykonują tzw. poligońizację, jeszcze inne przeprowadzają pomiary triangulacyjne, astronomiczne, magnetyczne itd.

Na przykładzie triangulacji, najbardziej złożonego i wymagającego najwięcej zbiorowego wysiłku procesu, postaram się opisać pracę geodety, trudną i odpowiedzialną, ale jednocześnie jakże urzekającą swym rozmachem, charakterem pionierskim, a także urokiem włóczęgi i krajoznawstwa.

Triangulacja, której nazwa pochodzi od łacińskiego wykazu triangulum, tj. trójkąt, polega na pokryciu mierzonego obszaru siecią trójkątów. Wierzchołki tych trójkątów utrwala sią w terenie za pomocą słupów wkopanych w ziemię, a następnie dokonuje się pomiaru kątów i boków. Podstawowy aparat rachunkowy, służący do ostatecznego wyliczenia elementów każdego trójkąta stanowi trygonometria. Ale jakkolwiek zasada triangulacji jest niezwykle prosta, boć niemal w niezmienionej postaci stosowana już od przełomu XVI i XVII w., to jej realizacja stanowi przedsięwzięcie nielada. Co innego przecież narysować na arkuszu papieru niewielki trójkąt, a następnie zmierzyć jego kąty i boki kątomierzem i linijką, wiele trudniej natomiast wytrasować w terenie gigantyczny trójkąt, pomierzyć długości jego kilkudziesięciokilometrowych boków oraz jego kąty.

Wszak każda okolica obfituje w rozliczne szczegóły krajobrazu, jak wzgórza, wysokopienne lasy, większe osiedla, wody, bagna itp., które dla pomiarowców stanowią przeszkodę nieraz nie do pokonania.

W jaki sposób zatem zabrać się do dzieła? Od czego zacząć?

Otóż całokształt prac nad zakładaniem państwowej sieci triangulacyjnej można podzielić na parę etapów, które przebiegają w następującym porządku: 1) projekt sieci, 2) wywiad w terenie, 3) stabilizacja punktów i budowa wież, 4) obserwacje i pomiary uzupełniające oraz 5) obliczenia.

Omówimy je kolejno.

Wszelkie prace geodezyjne — przed ich rozpoczęciem — są dokładnie wyreżyserowane w pracowniach projektowych. Projekt sieci triangulacyjnej sprowadza się do wytrasowania podstawowych łańcuchów trójkątów. Stanowią one coś w rodzaju szkieletu. Następnie zagęszcza się luki powstałe między tymi łańcuchami siecią trójkątów mniejszych. Zależnie od roli, jaką dany łańcuch lub sieć odgrywa w całokształcie triangulacji, mówimy o punktach triangulacyjnych I-go, II-go, III-go i IV-go rzędu, przy czym długości boków I-go rzędu sięgają 30-40 km, zaś IV-go rzędu wynoszą kilka km.

Po ustaleniu ostatecznych założeń geometrycznych, odnoszących się do stopnia zagęszczenia sieci, operat dzieli się między pracownie, które projektują położenia punktów na arkuszach map w skali 1:100000 oraz 1:300000. Wykonanie roboczego projektu na mapie to prawdziwa łamigłówka. Należy bowiem podobierać przyszłe wierzchołki trójkątów tak, ażeby w przybliżeniu zachowane były przepisowe długości boków a kształt trójkątów niewiele odbiegał od trójkąta równobocznego, jednocześnie zaś żeby ich usytuowanie w terenie zezwoliło ną wzajemną widoczność każdych dwóch punktów leżących na krańcach każdego boku. Spróbujcie wykonać takie ćwiczenie na jakiejkolwiek mapce, a zobaczycie ile cierpliwości potrzeba, żeby utrafić na najlepsze rozwiązanie. Ale zapytacie, czy może być mowa o zachowaniu wzajemnej widoczności; przecież nie zawsze, stojąc w jakimś punkcie terenu, zdołamy dojrzeć kilka innych punktów, uprzednio obranych z mapy, oddalonych o kilometry.

Otóż obserwacje triangulacyjne prawie nigdy nie są wykonywane z ziemi; najczęściej przeprowadza się je za pomocą instrumentu kątomierczego ustawionego na wieży.

Możność wzniesienia wierzchołka trójkąta o kilkadziesiąt metrów nad ziemię stanowi ułatwienie dla projektanta, ale musi on dla każdego punktu podać wysokość wieży, jaką należy w danym miejscu pobudować, aby zapewnić widoczność.

W rezultacie jedną z czynności przy projektowaniu sieci jest wykreślenie profilu terenu wzdłuż linii łączącej wierzchołki każdego z trójkątów. Wymaga to dobrej znajomości oznaczeń mapy oraz umiejętności plastycznego widzenia ukształtowania, pionowego i pokrycia terenu. Ponadto przy projektowaniu trójkątów o dużej powierzchni zachodzi potrzeba uwzględnienia wpływu zakrzywienia powierzchni Ziemi.

Jednak mimo stosowania różnych wybiegów, zachodzą przypadki, że w żaden sposób nie można zapewnić widoczności; oś celowa na przykład napotyka na swojej drodze wysokopienny las. Wtedy projektant decyduje się z ciężkim sercem na zaprojektowanie tzw. przecinki, to jest zarządza na określonym odcinku wycięcie kilkunastometrowej uliczki. Z drugiej jednak strony unika się projektowania zbyt wysokich wież ze względu na ich kosztowność. Słowem, projektant musi uwzględniać nie tylko warunki geometryczne, ale jednocześnie winien dbać o jak najbardziej ekonomiczne rozwiązanie projektu.

Dotąd mówiliśmy o projektowaniu punktów, na których zostaną wykonane obserwacje kątowe. A co z pomiarami liniowymi? — zapytacie. Wszak znajomość samych tylko kątów nie wystarcza do obliczenia pozostałych elementów trójkąta.

Pomierzenie długości wszystkich boków sieci byłoby zbyt uciążliwe, nieraz wprost niewykonalne, a przede wszystkim zbyteczne. Jeżeli znamy długość jednego z boków trójkąta oraz jego kąty, to na mocy wzorów trygonometrycznych możemy obliczyć pozostałe boki oraz powierzchnię. Zatem w projekcie sieci triangulacyjnej należy zaznaczyć bok, którego długość zostanie z bardzo wielką dokładnością pomierzona w "naturze". Bok taki w języku geodetów nosi nazwę bazy. Oczywiście baza winna przebiegać w terenie płaskim i pozbawionym większych przeszkód.

Ze względu na narastanie błędów, wynikających z obliczeń, jedna baza może "obsłużyć" tylko pewną liczbę trójkątów; w niezbyt odległym sąsiedztwie obiera się następną bazę itd.

W ten sposób kończy się etap pierwszy; plik map z wykreślonym projektem sieci, trójkątami, bazami i wysokościami przyszłych wież zostaje przekazany grupom wywiadu.

Wywiad triangulacji to jedna z najbardziej urozmaiconych i emocjonujących prac polowych w geodezji. Jej zadaniem jest ostateczne zatwierdzenie projektu sieci. Jak juz wiemy, projektowanie odbywa się w pracowni. Inżynier nie penetruje terenu, lecz ma przed sobą jego wyobrażenie na mapie. Tymczasem mapa może się okazać miejscami przestarzała. Tu bowiem zagajnik Stał się dorosłym lasem, tam pobudowano osiedle, wyrosły kominy cegielni itp. Zachodzi konieczność: wyjazdów na zaprojektowane punkty i sprawdzenia wszystkiego na miejscu.

Zatem czy punkt A jest widoczny z punktu B i czy nie byłoby lepiej przenieść punktu X na sąsiednie wzgórze, czy zaprojektowana wieża Y nie będzie zbyt wysoka, bo otaczający to miejsce las został wypalony? Aby odpowiedzieć na te pytania jadą wywiadowcy w teren. Każdą grupę wyposażono w auta polowe i motocykle, w zestaw składanych drabin, przypominających drabiny strażackie, flagi biało-czerwone, wiechy oraz rozmaity sprzęt terenowy. Po zakwaterowaniu się w okolicy objętej akcją, wywiadowcy przystępują do szturmu.

Oto zadanie "…rozbić obozowisko na wzgórzu 225 w pobliżu wioski Iksowo, rozstawić drabinę wywiadowczą i sprawdzić widzialność sąsiednich sześciu punktów…" Brną więc motocykliści ku owym punktom, oznaczonym na mapie, przybywszy na miejsce wznoszą wielometrowe tyki uwieńczone czerwono-białym proporcem. Nieco później, zawieszony gdzieś U szczytu drabiny wywiadowca, wypatruje we wskazanych kierunkach owych sygnałów.

Jeżeli projekt nie zawierał omyłek i nie zaistniały jakieś nieprzewidziane przeszkody terenowe, wówczas może tylko to i owo wypadnie zmienić, tu przesunąć stanowisko o kilkadziesiąt metrów, tamtą wieżę nieco podwyższyć, albo usunąć kępę drzew, które ją zasłaniają itp.

W przeciwnym razie dopóty trzeba manewrować, dopóki drogą kolejnych przybliżeń nie osiągnie się najekonomiczniejszego rozwiązania przy jednoczesnym spełnieniu warunków geometrycznych narzuconych przez projekt. Powodzenie wywiadu w triangulacji nie zależy tylko od kaprysów terenu; może właśnie najwięcej od przedsiębiorczości ekipy i jej kierownika — czy jest doświadczonym terenowcem, czy posiada wyczucie odległości i czy ma "śpiczaste" oko — jak żartobliwie nazywają geodeci dobrych obserwatorów.

Pomyślne wykonanie wywiadu na danym stanowisku uwieńczone jest wystawieniem słomianej wiechy w miejscu, w którym ma stanąć wieża; zazwyczaj przytwierdza się ją u szczytu drzewa, na wysokiej żerdzi itp. Pozostaje ostatnia czynność: zatwierdzenie projektu przez wykreślenie na mapie ostatecznego kształtu sieci trójkątów. Po czym ekipa zwija obóz i udaje się na następne stanowisko.

Trzeci etap procesu triangulacji — budowa wież i stawianie sygnałów, pomimo swego konstrukcyjno-budowlanego aspektu stanowi jedno z węzłowych zadań inżyniera i technika geodety.

Wiemy już, że w każdym punkcie terenu oznaczonym przez wywiadowców, zostaną pobudowane te charakterystyczne piramidy, o których mówiliśmy na początku. Zazwyczaj wczesną wiosną opuszczają bazę robocze brygady budowniczych wyposażonych w ciągniki, auta ciężarowe, w sprzęt drwalski i ciesielski. Zanim z nastaniem pogodnych dni wyruszą w pole zespoły obserwatorów, trzeba, żeby dany obszar został w porę "uzbrojony" w komplet wież i sygnałów. Zagadnieniu temu geodeci poświęcają wiele uwagi. "Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz" — mówi przysłowie. Od poprawnego ustawienia piramidy zależy dokładność pomiarów kątowych, a w rezultacie wyniki całej triangulacji. Instrument ustawiany na wzniesieniu jest narzędziem precyzyjnyim i zezwala na mierzenie kątów z dokładnością poniżej 1 sekundy łuku. Wadliwa konstrukcja lub ustawienie piramidy nie powinny niweczyć wyników osiągalnych przez obserwacje. Wielometrowy statyw, na którym ustawia się instrument, nie powinien wychylać się nawet o centymetr nie tylko podczas obserwacji, ale także w ciągu następnych tygodni i sezonów.

I niewiarygodnym się zdaje, żeby taki nieraz 5-metrowy kolos zdołał oprzeć się deszczom, wichurze lub intensywnej operacji słońca. A jednak… Inżynierowie geodeci posiadający znajomość statyki budowlanej opracowują coraz to nowsze typy wież triangulacyjnych, bądź stałych, stawianych z miejscowego budulca, bądź rozbieralnych, przewożonych ze stanowiska na stanowisko. Wieża składa się zasadniczo z dwóch niezależnych i — choć na pierwszy rzut oka wydaje się to nieprawdopodobne — nie stykających się ze sobą części: statywu i rusztowania. Statyw to solidna trój- lub czterograniasta, drewniana piramida wsparta na fundamentach. Na jej szczycie przytwierdzony jest stolik, tj. niewielka drewniana płyta, służąca jako podium dla instrumentu. Rusztowanie posiada bardziej wysmukły kształt piramidalny; jego wiązania przenikają między poszczególnymi elementami statywu, wznoszą się ponad stolikiem, aby u szczytu utworzyć iglicę, służącą jako cel dla sąsiednich stanowisk. Nieco poniżej szczytu statywu na rusztowaniu wspiera się pomost dla ekipy obserwacyjnej; przez otwór podłogi, nie dotykając jej krawędzi, przenika szczytowy fragment statywu wraz ze stolikiem obserwacyjnym. Opisu wieży triangulacyjnej dopełnia zespół drabin już to przymocowanych zewnątrz jednej ze ścian bocznych, już to wewnątrz rusztowania. Dodajmy wreszcie, że wieże na stanowiskach I-go rzędu posiadają kilka metrów nad głównym pomostem jeszcze jeden stolik, przeznaczony dla sygnalizacji świetlnej, stosowanej przy pomiarach z dużych odległości, a także o zmroku lub podczas mgły.

Nie trudno sobie wyobrazić, ileż niemal akrobatycznej zaprawy muszą posiadać budowniczowie pracujący nad montażem górnych segmentów wieży.

Na stanowiskach triangulacyjnych mniejszej wagi, albo tam gdzie warunki terenowe na to zezwalają, stawia się sygnały kilkumetrowej wysokości, elementarnej konstrukcji. Na punktach takich obserwacje kątowe wykonuje się z ziemi.

Tyle o pracach konstrukcyjno-budowlanych związanych z triangulacją. Dodajmy wreszcie, że o ile budowniczowie wież i sygnałów rekrutują się ze środowiska robotników i majstrów, to nad całokształtem tych robót, a szczególnie nad ich kontrolą techniczną czuwają inżynierowie-geodeci.

Po zapoznaniu się z przebiegiem robót o charakterze przygotowawczym,1 przechodzimy do obserwacji triangulacyjnych.

Pomiary kątowe obok pomiarów baz mają podstawowe znaczenie w triangulacji i stanowią jej główne zadanie. Zadanie obserwatora polega na mierzeniu kątów sieci triangulacyjnej precyzyjnym instrumentem geodezyjnym zwanym teodolitem.

Elementarny pomiar kąta sprowadza się do dokładnego wycelowania lunety teodolitu na iglicę sąsiedniej wieży i sporządzenia odczytu kierunku na pomiarowym kole instrumentu. Oczywiście, postępowaniu temu towarzyszy szereg zabiegów zapewniających najwyższą precyzję pomiaru, jego uwielokrotnienie oraz kontrolę; wystarczy powiedzieć, że w przeciętnych warunkach procedura pomiaru jednego kąta może trwać do 1 godziny. Obserwacje kątowe są protokołowane w dzienniku i zaraz kontrolowane rachunkiem.

Obserwatorzy mają niewielu sprzymierzeńców. Natomiast jeżeli pominąć drobne zawalidrogi terenowe utrudniające widzialność, które ekipa likwiduje własnymi rękami, występuje szereg czynników, które hamują lub wręcz uniemożliwiają obserwacje; są to opady atmosferyczne, mgły, porywiste wiatry, dotkliwe zimno. Z drugiej strony z nastaniem słonecznej pogody — jedyną porą nadającą się do obserwacji triangulacyjnej są ranki oraz popołudnia. Chodzi bowiem o uniknięcie wpływu operacji słońca, zakłócającej bieg promieni w atmosferze.

Zgodnie więc z przepisami, obserwacje kątowe wykonuje się tylko w najdogodniejszych warunkach atmosferycznych, co do których obserwatorzy są bardzo "wybredni". Ale nie myślcie, że w oczekiwaniu na właściwą pogodę, ekipa siedzi z założonymi rękami, bowiem wtedy jest bardzo wiele do zrobienia. Jeszcze przed rozpoczęciem właściwych obserwacji należy ustawić teodolit na stoliku wieży, w jednej linii pionowej z iglicą rusztowania. Należy zrzutować oba te pokrywające się punkty na grunt i zakopać w tym miejscu centrycznie słup. Trzeba pomierzyć niektóre elementy wieży oraz naszkicować jej usytuowanie w stosunku do odznaczających się szczegółów terenowych, opisać dojazd itd.

Poza tym powszechnym chlebem zespołu obserwacyjnego jest poranie się z rozlicznymi niespodziankami. Już to trzeba wyrąbać drzewo lub grupę drzew przesłaniających cel (wyrąbać sztuka niewielka, ale jak zidentyfikować takie indywiduum rosnące gdzieś w środku boru na pół drogi pomiędzy wieżami), już to trzeba naprawić jakieś niedokładności wieży lub szkody poczynione przez anonimowych szkodników.

Wreszcie usytuowanie celu, przy niefortunnym naświetleniu, częstokroć powoduje jego znikanie pośród tła; wtedy obserwatorzy radzą sobie przez zawieszenie płóciennego ekranu tuż za "figlarnym" sygnałem.

Ale nie na tym wyczerpuje się lista kłopotów. Czyhają one zewsząd i utrudniają bieg pracy, ale w żadnym przypadku jej nie obrzydzają. Zespół dzielnych ludzi z ambicją zawodową pokonywa wszystkie przeszkody własnymi siłami i to stanowi probierz jego walorów, a jednocześnie wnosi do pracy zawodowej urok pionierstwa.

Wyniki obserwacji kątowych wędrują do kierownictwa grupy triangulacyjnej. Kierownik grupy, starszy inżynier, dokonuje kontroli wyników, uzgadniając je i porównując z wynikami innych obserwatorów. Jeżeli zachodzą niezgodności wówczas nakazuje dokonanie powtórki obserwacji na niepewnych punktach.

Całokształtu podstawowych prac polowych w triangulacji dopełniają pomiary baz. Prace te wykonywane przez oddzielne ekipy polowe polegają na precyzyjnym pomiarze wielokilometrowych długości boków bazowych przy pomocy specjalnych taśm lub drutów mierniczych, uodpornionych na wpływy temperatury. Ze względu na przenoszenie się błędów, pracy tej poświęca się wiele uwagi i zabiegów iście "aptekarskich" zapewniających jak najdalej idącą dokładność rzędu jednej milionowej.

Poza tym w celu zorientowania całej sieci triangulacyjnej w stosunku do stron świata na niektórych punktach sieci są wykonywane nocne astronomiczne pomiary azymutu, to znaczy kąta zawartego pomiędzy kierunkiem północy a kierunkiem danego boku.

Po dokonaniu powyższego kompleksu prac przygotowawczych i obserwacyjno-pomiarowych na danym obszarze, następuje etap ostatni: cały materiał osiągnięty zespołowym wysiłkiem licznych grup geodetów i personelu pomocniczego na przestrzeni wielu miesięcy żmudnej pracy, obejmujący niejednokrotnie powyżej tysiąca stanowisk, zostaje przekazany biuru obliczeniowemu.

Praca biura obliczeniowego — to osobny rozdział w zawodzie inżyniera i technika geodety. Można by powiedzieć, że tyle samo trzeba poświęcić czasu na opracowanie liczbowe, ile potrzeba go na pomiary.

Biuro obliczeniowe to zespół rachmistrzów, którzy posługując się maszynami do liczenia współdziałają przy tak zwanym "wyrównaniu" sieci triangulacyjnej. Praca polega na uporządkowaniu wyników pomiarów kątowych i liniowych, a następnie rozwiązaniu całego zbioru równań z bardzo wieloma niewiadomymi. W rezultacie tych karkołomnych obliczeń, których jeden człowiek, nie dysponujący maszyną do liczenia nie dokonałby w ciągu całego swego życia, otrzymuje się geograficzne współrzędne każdego punktu, na którym były przeprowadzone pomiary, to znaczy długość i szerokość geograficzną oraz wysokość nad poziom morza. Elementy te stanowią wyjściowe dane dla rozmaitych prac związanych z realizacją przestrzennych planów gospodarczych, a także dla celów naukowych w zakresie geodezji, geografii, astronomii, geofizyki, geologii.

Na tym zamyka się złożony z różnorodnych etapów pracy proces zakładania sieci triangulacyjnej na obszarze Państwa. Należy nadmienić, że choć prace triangulacyjne stosuje się niemal w niezmienionym trybie od kilku stuleci, nie znaczy to, że opisana procedura stanowić będzie niewzruszony kanon. Rozwój techniki fotograficznej już dzisiaj umożliwia zastąpienie oka obserwatora przez fotokomórkę, co pozwala wykluczyć błędy subiektywne. Opracowanie precyzyjnych metod pomiaru dużych odległości przy pomocy wykorzystania zjawiska interferencji światła rokuje nadzieje na wprowadzenie triangulacji nowego typu polegającej na pomiarach liniowych. Wreszcie silny rozwój techniki radarowej pozwala na wykonywanie pomiarów na rozległych i trudno dostępnych obszarach. Ale triangulacja nie wyczerpuje zakresu problemów stojących przed polską geodezją jako gałęzią produkcji i jako nauką. Dość wymienić nazwy niektórych tylko działów geodezji, które rozwijają się u nas na bazie odmiennej teorii i techniki; więc fotogrametria i aerofotogrametria, kartografia, astronomia geodezyjna, geodezja dynamiczna i grawimetria, geodezyjne urządzenia rolne itd.

Współczesny geodeta to światły inżynier i zależnie od specjalności- astronom, biegły matematyk, znawca fizyki, elektrotechniki i elektroniki, techniki fotograficznej, optyki i instrumentoznawstwa itd.

[ Sposoby obserwacji zaćmień Słońca | Zaćmienia | Astronomia ]

[ Strona główna | Informacje techniczne | Nowości | Mapa strony | PGP ]

Ostatnia aktualizacja: 26 lutego 2009


© 1999–2012 by Tomasz Lewicki

Dobra strona!

Creative Commons Spam Poison Valid XHTML Valid CSS2 Kubuntu PageRank